Strony

poniedziałek, 12 października 2015

Sunny Autumn and Rustic Dresser


Witam Kochani już w październiku !

Mamy jesień w całej swojej krasie. 
Bardzo lubię ten barwny czas, zwłaszcza w promieniach słońca,
 a tak jest w Anglii, jesień w tym roku jest ciepła i słoneczna. 


Mam nadzieję, że i Wasza jesień jest również ciepła i radosna, a jeżeli nie, 
to niech te słoneczniki rozjaśnią pochmurny dzień. 
Na mnie słoneczniki tak działają, to najradośniejsze kwiaty, 
na ich widok, chyba każda buzia się uśmiecha :) 

No, ale nie o słonecznikach ten wpis, tylko o kredensie który pomalowałam, 
na miętowo-zielono, od dłuższego czasu, mój ulubiony kolor.
 Jeszcze kilka mebli w tym kolorze i szary, 
który też dominował w mojej palecie, przegra z kretesem. 


Tak prezentuje się mebel. 
Nadałam mu rustykalnego charakteru, ( przynajmniej miałam takie założenie)
takiego w wiejskich klimatach, wiecie, taki kredens z babcinej kuchni, 
który podkreśla domowe ciepełko i przywoła miłe wspomnienia z dzieciństwa. 
Patrząc teraz na zdjęcia myślę, że udało mi się to, uzyskać, chociażby w jakimś stopniu.
Zresztą oceńcie sami ... waszym łaskawym okiem :) 










Słoneczne pozdrowienia ,
pa ! 
Cat-arzyna 



piątek, 25 września 2015

Courgette Soup Recipe


Jutro mam gości i chciałam miedzy innymi na początek podać jakoś sezonową zupę. 
Cukinie wydały mi się idealne, tym bardziej, że mam sporo zapasów tego warzywka, 
a i, że zupkę robi się góra 15 minut . 

Dziś zrobiłam próbę generalną, wy też tak macie, 
że musicie wcześniej wypróbować przepis zanim podacie potrawę gościom. 
W każdym razie zupkę zrobiłam , dla mnie jest pyszna, więc chcę podzielić się z wami przepisem.


Na 4 porcje, potrzebne będą:
 4-5 cukinie,
2 małe cebule,
2 ząbki czosnku .
1 łyżka oliwy z oliwek, sól i pieprz .



Cukinie i cebule pokroić na średnie kawałki , gotować na parze przez około 10-12 minut. 
Następnie zmiksować w blenderze wszystkie składniki i gotowe . 


Podawać z grzankami. Ja lubię z razowym, ryżowym chlebem z dodatkiem dyni (np. firmy Biona) 
i delikatnie posypaną nasionami konopi. 

Szybko , smacznie i zdrowo :) 

Polecam ! 

Teraz pozostało mi dokończyć sprzątanie chaty, bo jutro będę zajmować się tylko kuchnią
 i oczywiście sobą , a później miłymi gośćmi . 

Miłego weekendu 
Cat-arzyna



wtorek, 22 września 2015

BUREAU BONHEUR DU JOUR


Sekretarzyk to dla mnie wyjątkowy mebel . 
Uwielbiam stare sekretarzyki i nigdy nie przechodzę obok nich obojętnie,
prawie każdy chciałabym mięć. 
Kocham sekretarzyki za ich tajemnice, za te wszystkie szufladki i schowki, 
za ich urodę i praktyczność.

Sekretarzyk jako nowa forma mebla narodził się we Francji w XVIIIw.
Te tajemnicze i sekretne meble służące przede wszystkim do pisania 
szybko stały się modne w całej Europie i nadal można je spotkać w wielu domach.

Bardzo lubię malować, remontować i fotografować te damskie biureczka.
Poniżej, egzemplarz jaki ostatnio przeszedł przez moje ręce. 










Dziś to wszystko.


 Chciałabym jeszcze podziękować Wam Kochani 
 za wsparcie, doping i dobre słowo. To dzięki Wam jeszcze tu jestem. 
Baradzo wielkie DZIĘKI ! 

Uściski 
Cat-arzyna



sobota, 19 września 2015

Cute Vintage Fabric Pumpkins



Witam po dłuuuugiej przerwie! 
Pora obmieść pajęczyny z mojego bloga, chociaż teraz taki sezon, 
że pajęczyny są jak najbardziej na miejscu:)

To co my tu mamy... już jesień ! 
Lato kalendarzowe jeszcze trwa ale pani jesień, puka do drzwi. 


Jak jesień to musi być królowa sezonu dynia.
 Zawsze chciałam sobie uszyć dynie z materiału, ale jakoś nie było mi po drodze. 
Przy okazji sprzątania i odgruzowania mojej pracowni,
 powstały takie oto dyńki . 



Dynia z monogramem, czemu nie, taka dynia osobista.
 Do kompletu dynia biała z lnu i w toile de jouy , moim ulubionym deseniu. 

Przez ten czas, gdy mnie nie było w blogosferze, buszowałam po instagramie. 
Jakoś łatwiej tam wrzucić fotkę. Dzięki istagramowi troszkę się rozkręciłam i na nowo sprawia mi wielką frajdę, robienie zdjęć i tworzenie aranżacji. 


Prawdziwe, tradycyjne, pomarańczowe dynie też zdobią mój dom.


Uwielbiam jesienne wieczory spędzać w zaciszu domowym, 
oczywiście przy blasku świec, jakżeby inaczej.


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i ... chyba do niedługo. 
Zapraszam też do odwiedzania mnie na istagramie, klik . 

Uściski
Cat-arzyna 

wtorek, 28 lipca 2015

Provence I love you !


No i diabli wzięli moją systematyczność ! We wcześniejszym poście żartowałam, że wpisy będą pojawiać się 12-tego każdego miesiąca. 
  Dwunasty już dawno minął, ale chociaż w miesiącu się wyrobiłam :) 


Moje milczenie usprawiedliwiam pobytem na wakacjach. 
Tak , kilka dni temu wróciliśmy z mojej wymarzonej Prowansji. 


 Przed wyjazdem nie spodziewaliśmy się, że podróż do Prowansji będzie aż tak długa. 
Założenie było takie, że nie będziemy robić całego dystansu w jeden dzień, tylko skoro ciągniemy przyczepę kempingową, to najdalej o 6 po południu zjedziemy sobie z autostrady na nocleg i przy okazji coś po drodze zwidzimy. 


Zgodnie z planem na nocleg z autostrady zjechaliśmy, ale niestety na lawecie:( 
Z powodu awarii ( hamulec ręczny uszkodził się i blokował nam koła ) zostaliśmy odholowani pod francuski warsztat. Najpierw traktowaliśmy to jak przygodę , ale potem miny nam zrzedły, 
gdy dowiedzieliśmy się, że spędzimy tam ( czytaj: pod drzwiami warsztatu ) cały weekend !
Tu mała rada: Nie wybierajcie się w podróż po Francji w piątek, bo jak wam się trafi taka niezaplanowana przygoda jak nam, to trzeba wam wiedzieć, że w piątek we Francji, wcześniej kończy się prace, w soboty raczej warsztaty samochodowe są zamknięte, niedziela to wiadomo, a nam w przymusowy postój przyszło wliczyć i poniedziałek.
 ( do mechanika była długa kolejka )
A no i jeszcze jedno, pamiętajcie, że miedzy 12 a 14 po południu, jest sjesta !


Szczęście, że mój mężuś wykupił ubezpieczenie, na takie okoliczności. 
Firma w której byliśmy ubezpieczeni, zorganizowała nam samochód zastępczy, niestety bez haka, więc nie mogliśmy zaciągnąć naszego domku na kółkach na jakiś pobliski kemping i musieliśmy przez te cztery dni koczować, we francuskim industrialu... 
nie taka Francja nam się marzyła.
Ale dość już o tych naszych kłopotach. Na zdjęciach powyżej, miasto Laon, w pobliżu którego koczowaliśmy. Dzięki temu, że dostaliśmy samochód zastępczy, 
nie byliśmy całkiem uziemieni i udało nam się, coś tam zwiedzić.


To już wytęsknione widoki, które to śniły nam się po nocach.
Nareszcie stały się realne ! 

Tu malownicze miasto Gordes, nieopodal mieliśmy kemping. 
Polecam to miasto nie tylko, że ma niesamowity klimat, niepowtarzalny urok i cudowne położenie, 
ale też jako świetną bazę wypadową, w okolicach jest wiele interesujących miejsc do zwiedzania. 


Długą i mecząca była podroż do Prowansji , 
ale dla takich widoków warto było !

Gaj oliwny, widok niemal jak z obrazu van Gogh-a




Colorado Provençal de Rustrel, malownicze wzgórza w kolorze ochry. 


" Ruda wieś" Roussillon . 
Miejscowość położona na wzgórzu, a każdy dom i uliczka jest w innym odcieniu ochry, 
wygląda to naprawdę bajecznie.





Akwedukt Pont du Gard to arcydzieło rzymskiej architektury, 
które powstało w południowej Francji pod koniec I w. p.n.e.
Polecam wypożyczyć canoe i spłynąć rzeką Gard, dla nas była to jedna z najlepszych atrakcji, zwłaszcza że na rzece prowansalski upał nie był tak dokuczliwy. 


Opactwo Sénanque wraz z XII wiecznym klasztorem, to prawie obowiązkowe miejsce na szlaku po zakątkach Prowansji, zwłaszcza w w połowie lipca gdy kwitnie lawenda.



 Ach i och, pięknie było, i niestety już się skończyło, 
ale miło było, podzielić się z Wami Kochani , naszymi wspomnieniami.

Dziś to już, albo aż tyle, 
a teraz ja udaję się w Wasze blogowe progi, aby nadrobić zaległości. 

A zapomniałabym, serdecznie zapraszam na mój Instagram (klik)
dzięki waszym wizytom również i ja będę mogła łatwiej zlokalizować Wasze konta na instagramie.

Uściski ! 
Cat-arzyna


piątek, 12 czerwca 2015

I love mint green !


Witam Kochani ! 

Wiem, wiem, wpisy miały być częściej, ale musicie przyznać, że są całkiem regularnie, 
12 każdego miesiąca, hahaha:)
 No cóż .. co zrobić, na razie jest, jak jest. 

Dziś, chciałam pochwalić się kredensem jaki ostatnio zmalowałam. 
Pisałam już w poprzednim poście, że tej wiosny kolor zielony jest moim ulubionym, 
tak też pastelowo-miętową farbą pomalowałam ten całkiem pokaźny mebelek. 
W odnawianiu mebla, mój mężuś też miał swój udział, aby zamontować siatkę w drzwiczkach, potrzebne mi były jego złote rączki. 





Kredens ma ponumerowane drzwiczki,
 zawsze to łatwiej i szybciej wytłumaczyć domownikom gdzie, co leży. 
Zamiast mówić, na przykład, w drugiej po lewej, wystarczy podać odpowiedni numer :) 










Nowe serwetki stołowe z pastelowo-miętowej bawełny, 
na których wyhaftowałam białą nicią pszczółki. 
Podoba mi się, że wygląda to tak delikatnie.




Kredens " Przed" i "Po"




Z serdecznymi pozdrowieniami,

Cat-arzyna